![]()
|
|
|
|
|
|
Kilka słów od organizatora Junaka, Pana Darka.
|
|
Woświn 23.04.2006 |
Dnia 23.04.2006 grupa motocyklistów szczecińskich zorganizowała wyjazd do Cieszyna nad jeziorko Woświn. Przyjąć należy, iż odbył się I w tym sezonie nieformalny a III z kolei zlot motocyklistów województwa zachodniopomorskiego. Szeroka grupa moto zjawiła się na zbiórce na Wałach Chrobrego w celu przejechania trasy a warunki pogodowe-zgodnie z zapowiedziami Gitty - dopisały. Przybyłych już na miejsce motocyklistów odnotowała Carioka, która zajęła się zliczeniem maszyn i jak się okazało, z roku na rok popularność tego miejsca wzrasta. Rok temu było ok. 80 maszyn a w tym dokładnie 104. Dzięki sponsorom i osobom zaangażowanym w organizację wyjazdu, szeroka grupa motocyklistów mogła się spotkać, wymienić poglądy na temat sprzętów a co najważniejsze pobyć ze sobą po długiej zimie. Podczas trwającego ogniska 6 maszyn wybrało się w odwiedziny do kolegi przebywającego w Sanatorium w Połczynie Zdrój - Bandziora. Motorki śmignęły a kolega ucieszył się z odwiedzin. Spotkanie nad Woświnem zaliczyć należy do udanych. Autor: Żana Zdjęcia>> |
|
Dzie Kobiet 2006 |
Dnia pięknego, aczkolwiek lekko mroźnego, 8 marca roku pańskiego
2006 MOTOBABKI postanowiły przy okazji cotygodniowego spotkania
Halo Szczecin uczcić swoje święto (czyt. Dzień Kobiet). W związku
z tym rozpuściły wieści, że zapraszają wszystkich chętnych by
złożyć im życzenia do Bistro Ułańskiego. Na takowe zaproszenia
stawili się: Prezesowa Carioka z małżonkiem Majkelem, druga Prezes
Gitta z narzeczonym swym Ciapulkiem, Vizka bez Majora, Żana bez
Generała, Mikoch w imieniu swojej żony, Hiszpan, Domelowie, Batman,
Robert z Asią, Dizel, Sylwia, Dejay z Moniką i oczywiście Klechą,
Pavulonik z Monią i Juniorem (to pierwsze takie święto Pavuloniątka),
Kopernik, Kiełbasa, a na chwilę wpadli: Moby i Tomek z Orianą. Wieczór
rozpoczął się tradycyjnie gorącymi życzeniami od motochłopów „no to
dobrego”, co bardziej pomysłowi zaskoczyli nas prezentami: Batman
obdarował każdą panią pięknymi rajstopkami z elastanem (uuuaaaauuuu!!!),
Szachcior zaskoczył nas wielce udanymi „lałórkami”, a Dejay i Klecha
zrobili furorę wręczając każdej pani piękne czerwone róże. Wieczorkowi
towarzyszyła konsumpcja i spożycie, czyli było ciacho i piwo. Wieczór
jednogłośnie uznajemy za bardzo udany. Pozdrawiamy!!!
Niedziela, 9 kwietnia 2006r. przywitała nas piękną, słoneczną pogodą. Widząc taką pogodę, każdy motocyklista od razu rwie się do przejażdżki ;-). Tak też miało miejsce tego dnia. Plany były zacne: uświetnienie swoja obecnością Rajdu Magnolii, wypad na pas, a wieczorkiem poświęcenie motocykli i kasków w jednym ze szczecińskich kościołów. Początki były piękne: słoneczko grzało, wiaterek powiewał raz mocniej, raz słabiej, ale było OK. Jak tylko zajechaliśmy, by polansować się na Deptaku Bogusława, gdzie organizatorzy czekali na zakończenie Rajdu Magnolii, który w tym czasie odbywał się na ulicach miasta, zebrały się chmurki, a nawet można powiedzieć, ciężkie deszczowe chmury. Z lansowania nici, tj. motorki stały na deszczu, a my ukryliśmy się w porozstawianych na deptaku namiotach sponsorów imprezy. Padało na szczęście tylko przez kilka minut (tak nam się wtedy wydawało...) Gdy tylko wiatr rozgonił chmury, ruszyliśmy na długo wyczekiwaną polatankę, czyli na PAAAAS. Ruszyliśmy w cztery konie, tj. Dizel z Góraleczką, Major z Vizką, Dejay i SzymonKa z Hanią. Mieliśmy nadzieję, że pogoda nas oszczędzi i uda nam się sucho wrócić do domów. Trasa przebiegła spokojnie, chociaż co poniektórzy zgubili nam się po drodze, ale na miejscu znaleźliśmy się w pierwotnym składzie. Na pasie spotkaliśmy pozostałych zapaleńców, MikiTL, Pavulon i inni też nie mieli zbyt wesołych min ;-) Już po drodze pogoda nam nie dopisywała, ale w kość dostaliśmy na samym pasie, silny wiatr i deszczysko trochę popsuło humory. Aura zagoniła nas do lasu – musieliśmy komicznie wyglądać, stojąc w kombinezonach i co niektórzy w kaskach, pomiędzy choinkami. Chcąc nie chcąc musieliśmy wracać do miasta – w zacinającym deszczu nie była to najprzyjemniejsza przejażdżka tego dnia. Ale to, co dobre było dopiero przed nami ;-)... W porze obiadowej rozpogodziło się na dobre, więc wcześniej zaplanowana msza z poświęceniem motorów mogła się bez problemów odbyć. I się odbyła – gdy zajechaliśmy lekko spóźnieni na parking przed kościołem, naszym oczom ukazała się całkiem spora gromada sprzętów najróżniejszego rodzaju. Wspólnie w mszy uczestniczyli motocykliści ujeżdżający i chopery i plastiki i skuterki. Mszy opisywać nie będę, bo kto był ten wie, co się działo, a kto nie był niech się domyśli... Jednak to, co się wydarzyło po zakończeniu uroczystości, było najlepszym zakończeniem dnia, jakie mogliśmy sobie wyobrazić. Całą gromadą wyjechaliśmy spod kościoła w honorową rundę wokół osiedla Zawadzkiego, robiąc „trochę” hałasu i szumu na osiedlowych uliczkach. O dziwo, całkiem sprawnie nam to wyszło... Po objechaniu osiedla jednogłośnie ;-) zadecydowaliśmy o przejeździe przez miasto. Ruszyliśmy ul. Zawadzkiego, by zjechać do Alei Wojska Polskiego i powolutku, powolutku dojechaliśmy na Wały Chrobrego. Przejazd był imponujący, myślę, że przypomnieliśmy kierowcom autek, że wraz z nastaniem cieplejszych dni wracamy na ulice naszymi sprzętami i że trzeba się z nami liczyć ;-) Bo w końcu kto jest królami tych szos dziurawych jak nie MY?!?!?! Podsumowując, mogę jedynie dodać, że:
SEZON MIEJSKI 2006 UWAŻAM ZA OTWARTY!!! Zdjęcia>> Copyright by V. |